Wyrostek, żółta karetka i kubełek KFC - historia Czarka Sikory

Wyrostek, żółta karetka i kubełek KFC – historia Czarka Sikory

Czarek Sikora ma w repertuarze dużo absurdalnych historii. Ale ta jest prawdziwa – i jest od nich lepsza. Zapalenie wyrostka, żółta karetka, próbka moczu do kubełka po KFC i jedenaście dni w szpitalu, gdzie ratownicy grali w bilard. Zaczęło się dzień po talk-show.

Noc po nagraniu – pierwsze sygnały i odmowa zatrzymania

Czarek Sikora obudził się w środku nocy zlany potem. Wynajęty apartament po nagraniu talk-show, puste żołądek, rosnące mdłości. Próbował wymusić wymioty – bezskutecznie. Zdecydował że jedzie do domu. Przez pierwsze czterdzieści minut jazdy brzuch bolał, ale można było funkcjonować. Potem coś się zmieniło.

Na autostradzie zrobiło mu się ciemno przed oczami. Spojrzał w lusterko wsteczne i zobaczył, że jest bardzo blady. Zadzwonił na 112 – pierwszy raz w życiu. Dyspozytor powiedział żeby się zatrzymał. Sikora odmówił. „Nie będę zatrzymywał w środku niczego” – jak mówi. Zamiast tego otworzył Google Maps, zaznaczył najbliższego McDonalda i powiedział ratownikom: tam się spotkamy.

Do McDonalda nie dojechał. Stanął w środku pola – bo tak potoczyły się sprawy. Podał dyspozytorom dokładne współrzędne GPS ze swojej lokalizacji. Karetka przyjechała po dziesięciu minutach. Była żółta. Sikora mówi, że nie wsiadał do żółtych karetek – ale tym razem nie miał wyjścia. W polskim środowisku stand-upowym podobne graniczne sytuacje, które zmieniają perspektywę twórcy, opisywał też Rafał Pacześ opowiadając o początkach swojej kariery – choć okoliczności były zupełnie inne.

Nowy Dwór Mazowiecki i surrealizm szpitalny

Szpital w Nowym Dworze Mazowieckim przyjął Sikorę po krótkiej przejażdżce karetką. Zaczęły się badania – krew, mocz, prześwietlenie. Z moczem był problem: nie było odpowiedniego naczynia. Pielęgniarka przyniosła kubełek po KFC. Sikora nasikał do kubełka KFC i oddał próbkę. W szpitalu na oddziale ratunkowym nikt tego nie skomentował.

Pierwsze badania nie wskazały wyrostka. Wyniki krwi i moczu nie pokazały stanu zapalnego którego oczekiwano – i lekarze stwierdzili, że to prawdopodobnie zatrucie pokarmowe. Sikora czekał na prześwietlenie z kroplówką z elektrolitami. Ból był duży, ale środki przeciwbólowe działały. Potem przyszło prześwietlenie i diagnoza się zmieniła: wyrostek w stanie krytycznym, może pęknąć. Operacja tego samego wieczoru.

Sikora nie miał przy sobie nic. Żadnej piżamy, żadnej ładowarki, żadnej szczoteczki do zębów. Zadzwonił do Karola Urbaniaka – swojego byłego supportu. Urbaniak przyjechał ze zestawem przetrwania: piżama, kapcie, ładowarka, pasta i szczoteczka. Sikora mówi o nim z wdzięcznością i lekką ironią jednocześnie – bo zaraz dodaje że jak Urbaniak odchodził z jego trasy, to jeszcze dał mu klapsa w tyłek na odchodne.

Bilard, hierarchia i jedenaście dni

Ratownicy medyczni, którzy przywieźli Sikorę, wrócili potem na stację – i tu pojawia się jeden z lepszych szczegółów tej historii. W wolnym czasie grali w bilard. Jeden z nich był wyraźnie lepszy. Młodszy stażem, ale zdecydowanie lepszy. Sikora, obserwując tę dynamikę z pozycji pacjenta, mówi że to była dziwna hierarchia – mistrz i uczeń, tyle że w odwrotnym porządku niż zazwyczaj.

Operacja się odbyła. Antybiotyki po operacji przez długi czas nie działały – organizm miał duże zapalenie i nie reagował na leczenie. Sikora leżał i czekał. Jedenaście dni. Wymiotował przy otwartych ranach pooperacyjnych. Lekarze przychodili, sprawdzali, mówili że antybiotyki „na razie nie działają”. Nikt specjalnie nie dramatyzował – szpitalny realizm jest taki że informacje podawane są sucho, bez komentarza.

Po jedenastu dniach w końcu wyszedł. Doktor Konrad – nazwiska Sikora nie zapamiętał, imię tak – przeprowadził operację. Cała ekipa szpitala dostała publiczne podziękowanie w podcaście. Nowy Dwór Mazowiecki dostał rekomendację. Żółta karetka dostała tytuł odcinka – przynajmniej przez chwilę, bo potem zmienili.

Co ta historia mówi o Sikorze jako twórcy

Sikora opowiada tę historię tak, jak opowiada wszystko inne: bez dramatyzowania, za to z precyzją szczegółu. Kubełek po KFC jest ważny – nie dlatego że jest śmieszny, ale dlatego że jest konkretny. Współrzędne GPS są ważne – bo pokazują człowieka który nawet w stanie przedomdlenia myśli logistycznie. McDonald jako punkt orientacyjny dla karetki – bo ratownicy muszą wiedzieć gdzie jechać, a „środek autostrady” to za mało.

To jest ten sam instynkt, który robi z niego dobrego komika improwizowanego: umiejętność obserwowania rzeczywistości w czasie gdy ona się dzieje, a nie po fakcie. Większość ludzi w tej sytuacji zapamiętałaby ból i strach. Sikora zapamiętał kolor karetki, hierarchię bilardową ratowników i markę fast foodu na kubełku z moczem. O tym jak ten instynkt przekłada się na jego pracę na scenie – w formacie Tu i Teraz gdzie wychodzi bez jednej zapisanej linijki – piszemy w tekście Czarek Sikora – komik który nie potrzebuje scenariusza.

Jedenaście dni w szpitalu z antybiotykami które nie działają to – obiektywnie – poważna sytuacja. Sikora mówi o tym bez paniki. Mówi: leżałem, czekałem, wymiotowałem, wyszedłem. To nie jest brawura ani udawana twardość. To po prostu styl narracji człowieka, który rozumie że rzeczy się dzieją – i że najważniejsze jest co z nimi zrobisz. W polskim stand-upie niewielu twórców potrafi tak samo spokojnie mówić o momentach granicznych. Rafał Pacześ mówi że jeździ na emocjonalnym wózku – Sikora najwyraźniej woli jeździć z GPS-em i zaznaczonym McDonaldem.


Wyszukaj profile

Wyszukaj, przeglądaj, filtruj i znajdź profile, które Cię interesują!

Search
Filtruj po kategorii
Wybierz kategorię lub wpisz frazę aby rozpocząć wyszukiwanie

Wyszukiwanie profili...

😕

Nie znaleziono profili

Spróbuj zmienić kryteria wyszukiwania lub wybrać inną kategorię.

Przewijanie do góry