Sofi Sivokha: hejterzy to są moi najwięksi fani

Sofi Sivokha o internetowym hejcie: hejterzy to są moi najwięksi fani. Partnerka Wojtka Goli rozprawia się z toksyczną krytyką w sposób, który zaskakuje polskie media i pokazuje, jak nowe pokolenie celebrytów myśli o własnej widoczności.

„Hejterzy to są moi najwięksi fani” – filozofia Sofi

Sofi Sivokha, partnerka Wojtka Goli z Ekipy Friza, w wywiadach po Królowej Przetrwania nieoczekiwanie zaproponowała widzom polską reinterpretację internetowego hejtu. Hejterzy to są moi najwięksi fani – oświadczyła stanowczo, traktując każdy negatywny komentarz pod swoim postem jako dowód, że ktoś poświęca jej swój czas. Ta deklaracja brzmi dla niektórych prowokująco, dla innych po prostu jako trzeźwa obserwacja działania mediów społecznościowych w 2025 roku. W obu przypadkach jest jednak deklaracją, która natychmiast przykleiła się do publicznego wizerunku Sofi i stała się jednym z najczęściej cytowanych zdań sezonu.

Filozofia, którą Sofi prezentuje, nie jest ani pozbawiona refleksji, ani przypadkowa. To kontynuacja jej wcześniejszego przekazu – Sofi Sivokha mówiła już, że nie jest popcornem dla każdego, a teraz dodaje, że ci, którzy jej najgłośniej krytykują, paradoksalnie jej najbardziej służą. Ukraińska partnerka polskiego youtubera obserwuje algorytmy mediów społecznościowych z perspektywy osoby, która zarabia na własnej widoczności. Wie, że każde negatywne kliknięcie, każdy komentarz w stylu „okropna” i każdy screenshot udostępniany ze złośliwym podpisem zwiększa jej zasięgi. Algorytm nie rozpoznaje intencji – rozpoznaje zaangażowanie. A zaangażowanie generowane przez hejt jest często intensywniejsze niż to, które wytwarzają zwolennicy. Stąd pragmatyczna konkluzja Sofi: jej najgłośniejsi krytycy są jej największą darmową kampanią marketingową.

Mechanizm: hejt jako paliwo widoczności

By zrozumieć, dlaczego Sofi traktuje hejt jako zasób, a nie zagrożenie, trzeba spojrzeć na to, jak działa współczesna ekonomia uwagi w mediach społecznościowych. Algorytmy Instagrama, TikToka czy YouTube’a promują treści, które generują dużo interakcji – niezależnie od tego, czy są to interakcje pozytywne, czy negatywne. Sofi, jako profesjonalistka tej branży, doskonale rozumie, że jej polaryzująca osobowość jest dla algorytmu paliwem premium. Każdy negatywny komentarz przedłuża czas, jaki użytkownik spędza na jej profilu, każdy screenshot ze złośliwym podpisem dociera do nowych potencjalnych obserwujących, każda dyskusja o niej w komentarzach rozszerza jej organiczny zasięg.

To zjawisko opisali już badacze mediów – polaryzacja jest silniejszym motorem zaangażowania niż konsensus. Sofi wykorzystuje ten mechanizm świadomie, ale ona nie jest jedyną osobą w polskim show-biznesie, która tę logikę przyjęła. Patologia w białych rękawiczkach według Dominiki Rybak jest ramową wersją tej samej filozofii – TikTokerka również nie uważa krytyki za problem, lecz za część własnej ekonomii medialnej. Obie kobiety reprezentują nowe pokolenie polskich celebrytek, dla których polaryzacja jest zawodowym narzędziem, a nie osobistą krzywdą.

Inne uczestniczki o podobnym podejściu

Sofi i Rybak nie są jedynymi przedstawicielkami tej „pragmatycznej szkoły” w obozie Królowej Przetrwania. Anna Sowińska, która oficjalnie zmieniła pseudonim z Małej Ani na Niską Annę, w wywiadach po programie również otwarcie deklarowała, że do reality show wróciła „dla kasy i dla fejmu” – bez romantycznych deklaracji o samorozwoju czy poznawaniu siebie. To trzy zupełnie różne osobowości, ale łączy je jedna postawa: świadome traktowanie mediów jako narzędzia pracy, a nie jako sceny do uczuciowej autoekspresji. Polski show-biznes, który długo karmił publikę narracją o „uczestnictwie z pasji”, dziś coraz częściej oswaja się z tym pragmatycznym tonem.

Tę samą logikę widać też w sposobie, w jaki Anna Sowińska wróciła do TV dla kasy i dla fejmu – bez ukrywania, że honoraria za udział w reality show są dla niej fundamentalnym powodem akceptacji oferty. Sofi reprezentuje młodszą wersję tego samego podejścia. Tam, gdzie starsze pokolenie polskich celebrytek udawało, że „pieniądze nie są ważne”, młodsze dziewczyny otwarcie kalkulują wpływy z każdego projektu medialnego. Hejt jest dla nich elementem tej kalkulacji – zwiększa zasięgi, zasięgi zwiększają wartość reklamową konta, wartość reklamowa konta przekłada się na konkretne kwoty na fakturach. To matematyka, której Sofi nie zamierza ukrywać.

Generacja, która nie ucieka przed kontrowersją

Filozofia Sofi jest częścią szerszej tendencji, w której pokolenie Z odrzuca wszystkie tradycyjne formy „ratowania reputacji”. Tam, gdzie poprzednie pokolenia polskich celebrytek po każdym kryzysie wizerunkowym wycofywały się z mediów na miesiące, by przeczekać burzę, dzisiejsze dwudziestolatki idą na komentarze i odpowiadają na hejt w czasie rzeczywistym. To zmiana paradygmatu, której polskie media tradycyjne nadal w pełni nie rozumieją. Dla Sofi nie istnieje „dobra strategia milczenia” – każdy moment, w którym nie jest na widoku, jest dla niej okresem regresji algorytmu, a więc spadkiem zarobków. Stąd jej konsekwentna obecność w mediach, niezależnie od tego, jaki jest charakter tej obecności w danej chwili.

Warto jednak zauważyć, że nie wszystkie uczestniczki Królowej Przetrwania podzielają tę logikę. Karolina Pajączkowska, reporterka wojenna, która ze swoim doświadczeniem dziennikarskim weszła do programu z zupełnie innymi priorytetami, podchodzi do hejtu z perspektywy klasycznego dziennikarstwa – czyli bez emocjonalnego zaangażowania, ale też bez interpretowania go jako zasobu. Dla niej hejt jest po prostu szumem, który należy filtrować, a nie pożywką dla zasięgów. Monika Jarosińska, która 7 lat przesiedziała na medialnej emigracji po konflikcie z Dodą, też reprezentuje przeciwną filozofię – dla niej polski cancel cultura miał konkretny zawodowy koszt, a nie pożytek. To pokazuje, że „pragmatyczna szkoła” Sofi i Rybak jest jednym z kilku modeli funkcjonowania w polskich mediach, ale daleko jej do dominacji. Dla weteranek branży media wciąż są raczej polem minowym niż grą o przewidywalnych regułach.

Czy taka strategia jest zdrowa psychicznie?

Czy taka strategia jest zdrowa psychicznie?

Otwarte pytanie, które wisi nad filozofią Sofi i podobnych do niej celebrytek, brzmi: czy traktowanie hejtu jako zasobu nie jest po prostu strategią obronną, która maskuje rzeczywiste cierpienie? Polscy psychologowie mediów coraz częściej alarmują, że młode kobiety z dużymi zasięgami, mimo zewnętrznego pragmatyzmu, w rzeczywistości doświadczają poważnego stresu chronicznego z powodu nieustannego konfrontowania się z negatywnymi komentarzami. Sofi konsekwentnie zaprzecza, że hejt na nią wpływa – ale obserwatorzy branży mają wątpliwości, czy ta deklaracja jest w pełni szczera. Dla niektórych jest po prostu strategią, dzięki której młoda kobieta utrzymuje twarz w sytuacji, w której każda inna reakcja byłaby zinterpretowana jako słabość.

Sofi z kolei twierdzi, że jej psychika jest stabilna nie dlatego, że ignoruje hejt, lecz dlatego, że nauczyła się go racjonalizować. Każdy negatywny komentarz przepisuje na konkretny zysk algorytmiczny – i to przepisywanie odbiera mu emocjonalny ładunek. Czy to działa na dłuższą metę? Sama Sofi mówi, że tak, ale dodaje, że ma też dobry zespół wsparcia w Wojtku Goli i swoich bliskich. Bez tego, jak przyznaje, nawet najlepsza strategia mentalna nie wystarczyłaby. Inne uczestniczki Królowej Przetrwania, takie jak Dominika Serowska, która opowiadała o niefajnym bombardowaniu medialnym z początków związku z Hakielem, wybierają zupełnie inną strategię – dystans, milczenie i odrzucanie pojęciowe, ale nie konfrontacyjne. To dwie zupełnie różne szkoły zarządzania własnym wizerunkiem w polskich mediach. Która wygra długoterminowo? Najbliższe lata pokażą.

Przewijanie do góry