Rafał Pacześ – ProkuraTOUR’a






Rafał <a href="https://influworld.pl/rafal-paczes/">Pacześ</a> – ProkuraTOUR’a | Recenzja


Recenzja programu stand-up

Rafał PacześProkuraTOUR’a

2025
czwarty program solowy
Netflix / Helios / 14 hal
115 minut
6.7/10

„ProkuraTOUR’a” to czwarty solowy program Paczesia i pod względem logistycznym – największy projekt w historii polskiego stand-upu. Premiera kinowa w sieci Helios (23 sierpnia), trasa obejmująca 14 hal w Polsce, rejestracja przy 6000 widzów na Torwarze, finał na Netfliksie (3 grudnia, Top 1 w Polsce). Format 360 stopni, scena centralna, lasery. Pacześ robi tu coś, czego przed nim nikt w Polsce nie robił – i widać, że wie o tym od pierwszej sekundy wieczoru.

Rozbieżność między tymi danymi a odbiorem widowni jest najważniejszą informacją o programie: przy rekordowej oglądalności na Netfliksie ocena na Filmwebie wynosi 2.8/10. To nie jest przypadkowy wypadek przy pracy. „ProkuraTOUR’a” to program, w którym Pacześ postawił wszystko na skalę widowiska i nie zadbał wystarczająco o materiał, który to widowisko miał wypełnić. Efektem jest 115 minut rozczarowania proporcjonalnie dużego do oczekiwań, które sam zbudował.

Triumf logistyki nad materią

Parodia „Matrixa” w Zgierzu jako intro – wybór między kalarepą a ziemniakiem – to sygnał, który Pacześ wysyła na początku: pamiętam skąd jestem, mimo laserów i sześciu tysięcy widzów. Problem w tym, że to sygnał, nie narracja. Otwierający zabieg legitymizuje wysoką cenę biletu, ale nie ustanawia żadnej osi tematycznej, którą program mógłby budować przez kolejne dwie godziny. Intro jest drogie i zabawne, i nie prowadzi donikąd.

Blok o zakupach i „gruszce na liście” jest przez krytyków zgodnie wskazywany jako najlepszy fragment wieczoru – i to jest problem sam w sobie. To lekki, inteligentny kawałek komizmu sytuacyjnego o absurdalności precyzyjnych instrukcji w związku, i na tle reszty programu wygląda jak wyjątek. Reszta „ProkuraTOUR’y” to seria bloków, w których Pacześ testuje granice smaku bez dramaturgicznego uzasadnienia: ADHD vs AIDS jako szok komediowy obliczony na reakcję fizjologiczną, blok o zakonnicy potrąconej samochodem, finałowy blok o mechanice pożycia w długoletnim związku. Każdy z tych fragmentów ma chwile sprawne technicznie. Żaden nie buduje historii.

Finałowy autokomentarz – „Boże, ten stand-up to jest jakaś tragedia” – jest tu kluczowy i niejednoznaczny. Pacześ werbalizuje zarzuty, zanim ktokolwiek je wypowie na głos, co jest klasyczną techniką defensywną. Ale samoświadomość, że materiał jest słaby, nie jest tym samym co silny materiał. Komik schodzi ze sceny jako postać, która „rządzi” przestrzenią – fizycznie wyczerpany przez wymogi sceny 360, z poczuciem, że sama jego obecność przed sześcioma tysiącami widzów jest wystarczającym uzasadnieniem wieczoru. Dla dużej części tej widowni pewnie tak. Jako stand-up – nie.

01

Gruszka na liście zakupów

Jedyny blok programu, w którym Pacześ operuje precyzją właściwą swoim solowym specjalom. Analiza trudności komunikacyjnych w związku na przykładzie prozaicznych zakupów – absurdalność instrukcji tak szczegółowych, że przestają mieć sens – jest lekka, inteligentna i zbudowana przez obserwację, nie przez wulgarność. Wyróżnia się na tle programu tak wyraźnie, że właściwie podkreśla, czego brakuje w reszcie materiału.

02

Wizyta u psychologa – „czy Rafał jest zdrowy?”

Blok o kondycji psychicznej w obliczu sukcesu materialnego ma w sobie coś, czego brakuje reszcie programu: osobisty rdzeń. Autoironiczna analiza bariery komunikacyjnej między komikiem a terapeutą, running gag z pytaniem o zdrowie psychiczne, które powraca przez cały wieczór – to fragment, w którym Pacześ zbliża się do szczerego autoportretu zamiast samej autoparodii.

03

Intro – parodia Matrixa w Zgierzu

Wybór między kalarepą a ziemniakiem jako odpowiednik czerwonej i niebieskiej pigułki, Zgierz jako sceneria po zagładzie, Pacześ wchodzący w halę przez sześć tysięcy widzów z tym konceptem – to otwarcie, które robi robotę, do której zostało stworzone: ustanawia skalę wieczoru i rozbawia tłum w ciągu trzydziestu sekund. Że nie prowadzi donikąd dramaturgicznie – to już osobny problem.

Wulgarność jako wypełniacz – 345 przekleństw, średnio 3 na minutę

W poprzednich programach Paczesia wulgarność pełniła funkcję interpunkcji – trafiała w konkretny moment dramaturgiczny i albo go kończyła, albo przewracała. W „ProkuraTOUR’ze” jest odwrotnie: przekleństwa pojawiają się zamiast pointy, jako sposób na zamknięcie fragmentu, który własnego zamknięcia nie ma. Gęstość na poziomie 3 słów na minutę przy 115 minutach programu to nie jest intensywność – to jest symptom, że materiał potrzebuje substytutów własnej siły. Pacześ wypracował jeden z najbardziej precyzyjnych stylów językowych w polskim stand-upie; tu pozwala sobie na bylejakość, która jest słyszalna i odczuwalna.

Szok komediowy bez refleksji – ADHD vs AIDS, zakonnica, blok seksualny

Kilka bloków programu jest zbudowanych na jednowymiarowym szoku: celowe mylenie ADHD z AIDS, wyobrażony wypadek z zakonnicą, naturalistyczny opis mechaniki pożycia w małżeństwie. Każdy z tych fragmentów wywołuje reakcję sali. Żaden nie pozostawia niczego poza tą reakcją. W polskim stand-upie są komicy, którzy operują podobnymi tematami i wyciągają z nich rzeczy ważne lub choćby błyskotliwe. Pacześ tu nie próbuje – testuje granicę i cofa się bez konkluzji.

Format 360 jako pułapka – aerobik zamiast narracji

Scena centralna wymusza na Paczesiu ciągłą rotację i obsługę widowni z każdej strony, co prowadzi do widocznego fizycznego wyczerpania, które staje się elementem performansu. Problem w tym, że format ten utrudnia intymną narrację – najsilniejsze bloki poprzednich programów budowały się na stopniowej eskalacji, która wymaga kontaktu z jedną widownią, nie z tłumem 360 stopni wokół. W efekcie Pacześ sięga po elementy czysto fizyczne – aerobik jako przerywnik, gestykulację jako substytut opowieści – które są obliczone na reakcję, a nie na historię.

Warsztat sceniczny
Pacześ na scenie jest wciąż na innym poziomie niż prawie każdy komik w Polsce i zarządzanie sześcioma tysiącami widzów w formacie 360 to obiektywnie trudne zadanie, z którym radzi sobie sprawnie. Ale warsztat sceniczny pracuje tu na słabym materiale i musi go dźwigać – co widać w fizycznym wyczerpaniu na nagraniu i w sięganiu po gagi fizyczne zamiast narracji.
7/10
Storytelling i struktura
„ProkuraTOUR’a” nie ma osi narracyjnej, która spajałaby 115 minut w całość. Bloki są luźno zestawione, przejścia gwałtowne i nieuzasadnione, finałowy autokomentarz jest techniką obronną, nie klamrą. Blok z gruszką i blok psychologiczny pokazują, że Pacześ potrafi – ale nie robi tego konsekwentnie przez cały wieczór.
6/10
Oryginalność i tematyka
Blok o zdrowiu psychicznym i dystansie między sukcesem materialnym a poczuciem sensu to temat, który Pacześ w poprzednich programach tylko zaznaczał. Tu jest rozwinięty – ale niedomknięty. Reszta tematów (relacje partnerskie, fizjologia, polityka, rodzina) jest standardowym repertuarem polskiego stand-upu, bez wkładu narracyjnego, który wyróżniałby te bloki na tle podobnych materiałów.
6/10
Język i styl
Gęstość 3 przekleństw na minutę jako wypełniacz zamiast interpunkcji to regres stylistyczny słyszalny i odczuwalny w kontekście całego dorobku. Pojedyncze wyrażenia (np. w bloku z gruszką) mają dawną precyzję. Ale dominuje styl, w którym agresja językowa jest substytutem błyskotliwości, a nie jej narzędziem.
6/10
Spójność persony scenicznej
Persona w „ProkuraTOUR’ze” jest po raz pierwszy niespójna. Intro z kalarepą i ziemniakiem sugeruje komika, który ironizuje na temat własnego statusu. Finałowy autokomentarz sugeruje komika, który wstydzi się własnego materiału. Bloki środkowe sugerują kogoś, kto szokuje dla szoku. Te trzy postaci nie rozmawiają ze sobą przez cały wieczór.
6/10
Ocena vs. własny dorobek
Pacześ w poprzednich solowych programach – Puder, ZOBA, Benshi – ustalił poziom, który jest jednym z najwyższych w historii polskiego stand-upu. „ProkuraTOUR’a” jest pod każdym względem poniżej tej poprzeczki: słabszy materiał, brak klamry, regres języka, persona bez osi. Skala produkcji jest odwrotnie proporcjonalna do jakości wieczoru.
7/10
Inne programy Rafała Paczesia

„ProkuraTOUR’a” jest czwartym solowym programem Paczesia i najgorzej ocenionym spośród wszystkich. Jeśli dopiero zaczynasz z jego dorobkiem, właściwym punktem wejścia jest Rafał Pacześ – Puder do cery zimnej – program, który wyznacza standard architektoniczny jego kariery. Bezpośrednim poprzednikiem jest Rafał Pacześ – Benshi, nagrany przed 18 tysiącami widzów w Atlas Arenie – program o podobnej skali ambicji produkcyjnych, ale wyraźnie lepiej przygotowanym materiale.

Pacześ po „ProkuraTOUR’ze” wrócił do formatu trasy duetowej z Łukaszem Lotkiem Lodkowskim, co można czytać jako świadome wycofanie z presji solowego specjalu.

Ocena końcowa
38 / 60 punktów
6.7/10



Wyszukaj profile

Wyszukaj, przeglądaj, filtruj i znajdź profile, które Cię interesują!

Search
Filtruj po kategorii
Wybierz kategorię lub wpisz frazę aby rozpocząć wyszukiwanie

Wyszukiwanie profili...

😕

Nie znaleziono profili

Spróbuj zmienić kryteria wyszukiwania lub wybrać inną kategorię.

Przewijanie do góry