Nie znam premiera, znam top 10 TikTokerów

Wyobraź sobie lekcję wiedzy o społeczeństwie. Nauczyciel pyta: „Kto jest premierem Polski?” Cisza. Ktoś niepewnie rzuca nazwisko sprzed kilku lat, ktoś inny patrzy w ławkę. Po chwili to samo pytanie w innym wariancie: „Kto jest w waszym top 5 na TikToku?” W klasie robi się gwarno, lecą ksywki, cytaty z filmików, inside joke’i. Ten kontrast to nie tylko anegdota. To jest fotografia tego, jak władza symboliczna przesunęła się z parlamentu do feedu.

Władza, która siedzi w telefonie

Formalna władza w Polsce jest jasno określona. Mamy premiera Donalda Tuska, który kieruje rządem, mamy prezydenta Andrzeja Dudę, mamy marszałków, ministrów, posłów. To oni podejmują decyzje, podpisują ustawy, negocjują z Unią Europejską i innymi państwami. Oficjalnie to tam jest centrum mocy.

W praktyce codziennej młodego człowieka centrum jest gdzie indziej. Telefon leży na biurku, łóżku, w kieszeni bluzy. To z niego przychodzi informacja, co jest dziś ważne. Jakie zdanie poleciało w nowym podcaście, który twórca rozstał się z partnerką, kto wszedł w nową współpracę, kto nagrał mocne story o szkole, zdrowiu psychicznym albo cenach w sklepach.

Młody odbiorca może nie śledzić konferencji premiera, ale śledzi relacje influencerów. Nie musi wiedzieć, na czym polega rola ministra cyfryzacji, ale dokładnie wie, który twórca tłumaczy mu zmiany algorytmu i nowe ustawienia prywatności. Władza formalna i władza nad uwagą coraz częściej żyją w dwóch różnych światach.

Młodzi naprawdę nic nie wiedzą o polityce?

Najprościej byłoby powiedzieć: „młodzi są apolityczni”. Tyle że to nieprawda. W ostatnich latach widać coś odwrotnego. W wyborach parlamentarnych 2023 roku frekwencja w grupie 18 – 29 lat była wyższa niż wcześniej, a młodzi stali się jedną z najbardziej aktywnych grup wyborców. W wyborach prezydenckich 2025 odnotowano rekordowy udział młodych, wyższy niż wśród najstarszych wyborców. :contentReference[oaicite:1]{index=1}

Raporty o młodych Polakach pokazują ciekawy paradoks. Wierzą w demokrację, chcą uczciwego państwa, lepszych usług publicznych, normalnej debaty, ale jednocześnie czują się mało sprawczy w formalnej polityce. Deklarują, że polityka jest ważna, ale mają wrażenie, że ich głos w partiach, instytucjach czy urzędach niewiele zmienia.

Problem nie polega więc na tym, że młodych nie obchodzi przyszłość kraju. Bardziej na tym, że polityka partyjna i instytucjonalna jest dla nich mało czytelna i mało obecna w ich codziennym ekosystemie mediów.

Feed zamiast wiadomości

Jeszcze pokolenie rodziców miało prosty nawyk: wiadomości o świecie biorę z telewizji, ewentualnie z dużych portali. Młodzi Polacy żyją w zupełnie innym ekosystemie. Pierwszym źródłem informacji staje się For You Page, Instagram, YouTube, czasem Twitter czy Wykop. To tam pojawia się wycinek konferencji prasowej, mem z wypowiedzią polityka, ironiczny komentarz twórcy do bieżących wydarzeń.

W efekcie polityka miesza się z rozrywką. Fragment wystąpienia Donalda Tuska, Szymona Hołowni czy Rafała Trzaskowskiego trafia do feedu obok filmiku z kotem i tutorialu makijażowego. Każdy z tych materiałów walczy o to samo 1,5 sekundy uwagi. To, co nie zagra z logiką platformy, po prostu przepada.

Największy wpływ mają więc nie tyle ci, którzy tworzą ustawy, ile ci, którzy potrafią opowiedzieć świat w formacie 9:16. Widz zna top twórców, bo to oni codziennie „przerywają mu dzień” nową treścią. Premiera nie widzi, bo nie ma z nim tej samej, codziennej mikrorelacji.

Politycy na TikToku – ruch w dobrą stronę czy spóźniona kalka?

Partie i politycy to widzą. Przed wyborami coraz częściej pojawiają się na TikToku, Instagramie czy YouTube. Badania pokazują, że aktywne wykorzystanie tych platform było jednym z czynników mobilizacji młodych wyborców w ostatnich kampaniach.

Młodzi posłowie, liderzy partii, samorządowcy nagrywają rolki zza kulis Sejmu, z komisji, z kampanijnych objazdów. Próbują tłumaczyć projekty ustaw, odpowiadać na pytania, reagować na memy. Pojawia się nowy typ komunikacji: polityk, który mówi do wyborcy tak, jak mówi do niego jego ulubiony influencer.

To niewątpliwie krok naprzód. Z drugiej strony, wielu młodych odbiorców widzi w tym przede wszystkim próbę „dogonienia” języka internetu. Jeżeli twórca nagrywa codziennie od lat, a polityk odpala konto dwa miesiące przed wyborami, to łatwo odróżnić, kto w tym świecie jest u siebie, a kto przyszedł z wizytą.

Szkoła, która nie nadąża za feedem

W tym wszystkim z tyłu zostaje często szkoła. Edukacja obywatelska wciąż bywa prowadzona tak, jakby źródłem wiedzy był podręcznik i raz w roku wyjście do urzędu. Tymczasem realna „lekcja polityki” odbywa się codziennie w komentarzach, na shortach, w dyskusjach pod filmikami influencerów.

Uczeń może perfekcyjnie rozumieć, na czym polega drama między dwiema ekipami twórców, ale nie wiedzieć, czym różni się rola premiera od roli prezydenta. Wie, w jaki sposób twórca negocjuje współpracę z marką, ale nie widzi, jak poseł negocjuje zapis w ustawie. Szkoła rzadko uczy, jak czytać internet jako przestrzeń polityczną: jak rozpoznawać manipulacje, rozróżniać opinię od faktu, kto za co naprawdę odpowiada.

Przepaść pokoleniowa, która rośnie w ciszy

Jeżeli formalna polityka pozostanie w świecie konferencji prasowych i długich debat, a świat młodych zostanie w całości w krótkich formatach, to przepaść będzie się tylko pogłębiać. Dorośli będą powtarzać zdanie „młodych nic nie obchodzi”, a młodzi – że „politycy żyją w innym świecie”. Obie strony będą się myliły, ale wrażenie rozjazdu będzie coraz silniejsze.

Kluczowa jest tu symboliczna widoczność. Jeśli premier, prezydent, marszałek, posłowie, samorządowcy są dla młodych tylko nazwami z pasków informacyjnych, to trudno oczekiwać głębokiej identyfikacji. Jeżeli natomiast pojawiają się w feedzie obok ulubionych twórców, w formatach, które młodzi rozumieją, jest szansa, że polityka przestanie być obcym językiem.

Co można zrobić inaczej

To nie jest tekst o tym, że trzeba wszystkim kazać tańczyć na TikToku. To raczej zaproszenie, żeby poważnie potraktować fakt, że dziś władza nad wyobraźnią jest w dużej mierze w rękach twórców. Skoro młody człowiek lepiej zna topkę TikToka niż nazwiska ministrów, to może warto:

  • zapraszać influencerów do rzetelnych projektów obywatelskich, a nie tylko kampanii wizerunkowych
  • uczyć w szkole czytania feedu tak samo jak czytania tekstu kultury w podręczniku
  • budować komunikację instytucji państwa w formatach, które naprawdę istnieją w życiu młodych
  • zamiast narzekać na „skrótowe myślenie”, pokazać, że złożone sprawy też da się tłumaczyć jasno

Bo jeśli polityka będzie udawać, że TikToka nie ma, a szkoła będzie udawać, że głównym źródłem wiedzy są wciąż tradycyjne media, to zdanie „nie znam premiera, znam top 10 TikTokerów” z anegdoty zamieni się w pełnoprawny opis całego pokolenia.

Pytanie brzmi tylko, kto pierwszy potraktuje to serio: parlament czy feed.

Przewijanie do góry