Karolina Pajączkowska o Dominice Rybak: szok agresją słowną

Karolina Pajączkowska, reporterka wojenna i była uczestniczka Królowej Przetrwania, w wywiadzie nie owijała w bawełnę. Zachowanie Dominiki Rybak w dżungli wywołało u niej autentyczny szok. Skąd taka reakcja u kobiety, która widziała okopy Donbasu?

„Q, pi, dzi” – Pajączkowska o wulgaryzmach Rybak

Po powrocie z planu Królowej Przetrwania Karolina Pajączkowska wielokrotnie była pytana o relacje z innymi uczestniczkami. Wśród wszystkich pań to właśnie Dominika Rybak okazała się dla niej największym zaskoczeniem – w sensie negatywnym. Reporterka wprost przyznała, że poziom agresji słownej, jaki prezentowała młoda twórczyni internetowa, kompletnie ją zaskoczył. Pajączkowska wymienia konkretne wulgaryzmy, których słuchała na planie – krótkie, ostre formy zaczynające się od litery q, pi i dzi. To dla niej było czymś więcej niż tylko sposobem komunikacji – była to deklaracja tożsamościowa, której Pajączkowska nie potrafiła zaakceptować, niezależnie od pokoleniowej i kulturowej różnicy między nimi.

Reporterka, która wraca z frontu Donbasu z lodowatym profesjonalizmem, w dżungli Sri Lanki znalazła się w sytuacji niemal absurdalnej. Po dwóch latach pracy w warunkach wojennych, gdzie spotykała się z prawdziwą brutalnością, słowną agresję młodej polskiej influencerki nazwała niezrozumiałą nienawiścią. Pajączkowska podkreśliła, że nie ma problemu z mocnym językiem jako takim, ale z tym, że nie ma za nim żadnego konkretnego ciężaru. To kolokwializm bez funkcji, ozdobnik werbalny, który u Rybak miał – według reporterki – służyć budowaniu pozycji w grupie. Dla Pajączkowskiej, która słyszała przekleństwa żołnierzy w okopach pod Bachmutem, takie używanie języka było po prostu puste, bo brakowało mu rzeczywistego ciężaru sytuacji.

Skąd ten szok? Dom przemocowy Pajączkowskiej

By zrozumieć, dlaczego reporterka tak ostro zareagowała na język Rybak, trzeba sięgnąć do jej biografii. Pajączkowska wychowała się w domu, który sama nazywa strefą działań wojennych. Jej ojciec – określony przez nią jako psychopata i drobny przestępca – przez lata stosował przemoc fizyczną i psychiczną wobec rodziny. Matka Pajączkowskiej zasypiała z torbą ucieczkową w szafie, a sama Karolina była zamykana w piwnicy. Z tego doświadczenia wyniosła głęboką wrażliwość na każdą formę agresji – werbalną, fizyczną, emocjonalną. Dla niej język wulgarny nie jest zabawnym dodatkiem do osobowości, ale potencjalnym wstępem do rzeczywistej krzywdy.

Jednocześnie Pajączkowska ma pełną świadomość, że jej reakcja może być postrzegana jako przesadna. W rozmowach przyznaje, że trauma głodu i innych doświadczeń z dzieciństwa wpływa na jej dzisiejsze odpowiedzi emocjonalne. Niemniej jej zarzut wobec Rybak nie jest moralizatorską oceną młodszej kobiety, lecz zderzeniem dwóch zupełnie różnych systemów wartości. Jedna z nich – reporterka, która jeździ na front, by świadkować cudzemu cierpieniu. Druga – twórczyni internetowa, która agresją słowną buduje swój wizerunek w mediach. Pajączkowska na własnej skórze rozumie, jak ostre słowa potrafią kosztować kobietę w branży, czego dramatyczną ilustracją jest historia Moniki Jarosińskiej, którą 7 lat niebytu po konflikcie z Dodą kosztowało w zasadzie utratę aktorskiej kariery.

Rybak vs Pajączkowska – dwa modele kobiecości w mediach

Konflikt obu kobiet to studium klasycznego starcia kulturowego. Z jednej strony – Dominika Rybak, ikona pokolenia TikToka, twórczyni budująca markę osobistą na surowości komunikatu. Z drugiej – Karolina Pajączkowska, reprezentantka tradycyjnego dziennikarstwa zaangażowanego, dla której media to narzędzie zmiany społecznej, nie generowania zasięgów. Obie są kobietami z kapitałem w branży, obie mają swoje silne społeczności odbiorców. Ale modele, które reprezentują, są wzajemnie nieprzekładalne. Pajączkowska oskarża młodszą koleżankę o promowanie języka, który demoralizuje młodzież i utrwala niepokojące wzorce zachowań.

Rybak ze swojej strony nie pozostaje dłużna. TikTokerka konsekwentnie odpowiada krytykom, że jej wulgarność jest formą autentyczności, a nie pozą. Twierdzi, że ludzie mają większy problem, by być sobą niż kimś innym – i że jej niefiltrowany język jest właśnie tą deklaracją bycia sobą. Tak skonstruowana logika oczywiście nie przekonuje Pajączkowskiej, dla której autentyczność nie wymaga sięgania po wulgaryzmy. To zderzenie nie znajdzie rozwiązania, bo dotyczy fundamentalnie różnych założeń aksjologicznych. Mechanizm, w którym ostre słowa służą budowaniu pozycji w sieci, dobrze opisuje zjawisko rage-baitu i cheapfakes w mediach społecznościowych – i jest to jeden z fundamentów współczesnej ekonomii uwagi.

Pokoleniowe granice akceptowalnego języka

Konflikt Pajączkowska-Rybak to także zjawisko głęboko pokoleniowe. Rybak należy do generacji wychowanej w mediach społecznościowych, w których wulgarność funkcjonuje jako pieczęć autentyczności i znak rozpoznawczy marki osobistej. Pajączkowska, choć pokoleniowo nieodległa, była formowana w innej kulturze medialnej – tej, w której każde słowo wypowiedziane przed kamerą musiało wytrzymać próbę powagi instytucji. To dlatego dla niej wulgaryzm nie jest figurą stylistyczną, lecz przekroczeniem granicy, której branża dziennikarska przez dekady strzegła. Reporterka, która prowadziła wywiady z politykami, wojskowymi i ofiarami konfliktów zbrojnych, dokładnie wie, ile kosztuje precyzja językowa.

Z drugiej strony patrząc, Rybak po prostu odwzorowuje świat, w którym wyrasta jej publiczność. Generacja Z nie czyta papierowych gazet, nie ogląda telewizji informacyjnej, nie identyfikuje się z dziennikarstwem starej szkoły. Dla niej ostry, surowy, czasem wulgarny język jest po prostu adekwatny do rzeczywistości – rzeczywistości, w której wszystko jest szybkie, krótkie i emocjonalne. To nie znaczy, że Pajączkowska nie ma racji w swoich obawach. Znaczy tylko, że stara się narzucić młodszemu pokoleniu ramy, które dla niego są obce, niefunkcjonalne i często odbierane jako moralizatorskie.

Co dalej z relacją obu uczestniczek?

Po programie Pajączkowska i Rybak nie utrzymują kontaktu. Reporterka w wywiadach mówi o tej relacji bez sentymentów – była i się skończyła. Nie padają z jej strony deklaracje o mostach do odbudowania ani o szukaniu porozumienia. Pajączkowska traktuje Rybak po prostu jako reprezentantkę zjawiska, którego nie akceptuje, i nie widzi powodu, by wracać do tej znajomości. Dla widzów programu konflikt obu uczestniczek był jednym z najciekawszych wątków psychologicznych całego sezonu. Pokazał, że dżungla Sri Lanki potrafi wydobyć z ludzi nie tylko fizyczne, ale i ideologiczne ekstrema.

Rybak ze swojej strony rzadko bezpośrednio odnosi się do Pajączkowskiej. Jej strategia jest raczej taka, by nie zasilać konfliktu i nie dawać reporterce kolejnych okazji do publicznego wyciągania jej języka. To pragmatyczne podejście pokazuje, że TikTokerka, mimo swojej wulgarnej fasady, w sprawach branżowych potrafi działać strategicznie. Patrząc z dystansu, można powiedzieć, że obie kobiety – mimo całej różnicy stylu – są dziś po prostu na różnych etapach kariery i w różnych modelach biznesowych. Trudno wymagać od nich, by się dogadały, skoro reprezentują dwa wykluczające się sposoby uczestnictwa w mediach. Dla Pajączkowskiej historia z Rybak na zawsze pozostanie ilustracją tego, co dzieje się, gdy reporterski rygor zderzy się z cyfrową ekonomią uwagi. Polski showbiznes potrzebuje obu, choć nie potrzebuje ich razem przy jednym stole – i chyba właśnie ta refleksja jest najbardziej trzeźwym podsumowaniem ich krótkiej, ale intensywnej znajomości.

Przewijanie do góry