Droga od kabaretu do stand-upu rzadko bywa prosta. W przypadku Abelarda Gizy była to podróż przez smażalnie ryb, festiwale z pustą widownią i jeden ratunek rzucony z widowni – słowo "domofon".
Kabaret LIMO – szkoła, która nauczyła za dużo
Gdańsk, 1999 rok. Czwarta klasa liceum, kilku kumpli i jeden cel – rozśmieszyć szkolną widownię. Tak zaczęła się jedna z najważniejszych karier w historii polskiej komedii. 15 stycznia 1999 roku Abelard Giza stanął po raz pierwszy na scenie, a już miesiąc później kabaret miał pełnowymiarowy program na 45 minut. Kabaret LIMO, założony razem z przyjacielem Marcinem Kulwikowskim, szybko wciągnął kolejnych artystów – Ewę Błachnio, Szymona Jachimka i Wojciecha Tremiszewskiego. Nie było to studenckie hobby, bo Giza od początku podchodził do komedii z pisarską dyscypliną i ambicją, którą trudno było pomylić z przypadkiem.
W tamtych czasach scena kabaretowa w Polsce rządziła się twardymi prawami. Festiwale jak Ryjek, Mulatka czy Festiwal Dobrego Humoru w Gdańsku były jedynymi trampolinami do rozpoznawalności. LIMO zaczynał od grania w klubach na kilkadziesiąt osób, przez amatorskie przeglądy, aż do festiwalowych scen. Giza opowiada o tym dokładnie w odcinku 27. podcastu Dżin z komikiem, prowadzonego przez Łukasza Lotka Lodkowskiego – to jedna z najdokładniejszych relacji z kulis polskiej komedii przełomu wieków, jakie można dziś znaleźć. Warunki bywały abstrakcyjne – jeden z pierwszych większych wyjazdów skończył się graniem w nadmorskim namiocie dla czterech osób z jednej rodziny, którzy przyszli przypadkiem.
Giza w LIMO pełnił rolę dramaturga i reżysera – pisał, układał, myślał o całości. Postacie, które tworzył, miały konkretny komizm oparty na kontraście – słynny dresik Leszek był niskim, chudym „szczurkiem” grającym przy potężnym „Blachu” Tremiszewskiego. Jeden skecz z tamtego okresu był grany przez 15 kolejnych lat, bo działał muzycznie i publiczność go lubiła. Taka eksploatacja sprawdzonych pomysłów dawała bezpieczeństwo, ale z czasem stawała się ograniczeniem dla kogoś, kto chciał więcej kontroli nad własnym głosem. Giza coraz wyraźniej czuł, że grupowa odpowiedzialność za żart to za mało – i że potrzebuje formy, w której jest sam ze swoimi obserwacjami.
Moment, w którym Kacper rzucił „domofon”
Przełomem był kontakt z Kacprem Rucińskim, który w polskim środowisku komediowym jako jeden z pierwszych grał czysty stand-up inspirowany tradycją anglosaską. Giza przyznaje, że kiedy Ruciński pokazał mu nagrania George’a Carlina czy Eddiego Izzarda, reakcja była daleka od entuzjazmu – tamto podejście wydawało się zbyt bezpośrednie, zbyt „łopatą”. Stopniowo jednak Giza zaczął rozumieć, że stand-up to inna forma odpowiedzialności – sam na scenie, bez postaci jako pancerza, bez partnera, od którego można się odbić. Ta myśl była jednocześnie fascynująca i przerażająca dla kogoś, kto przez ponad dekadę chował się za kostiumem dresika.
Debiut solowy w hotelu Hyatt to dziś anegdota, która doskonale ilustruje przepaść między kabaretem a stand-upem. Giza, który przez ponad dekadę grał w grupie, nagle stanął sam w świetle reflektorów – bez postaci, bez skeczu, bez gotowego formatu. Stres był tak duży, że zawiesił się na scenie i potrzebował ratunku. Ten ratunek przyszedł w postaci jednego słowa – właśnie wtedy Ruciński z widowni podpowiedział temat: „domofony”. Giza złapał temat, improwizował kilka minut i odkrył, że może to robić. Dzień później, już na właściwym nagraniu dla programu HBO na Stojaka, ten sam materiał – przegadany raz – działał zupełnie inaczej niż wszystko, co robił wcześniej w kabarecie.
Warto przy tym zauważyć, że pierwsze podejście do solowego grania Giza miał jeszcze w czasach LIMO – wychodził na scenę jako „rozgrzewka” wcielony w postać dresika, zagadywał widownię, improwizował. Formalnie to był crowdwork w kostiumie. Zdejmując ten kostium, musiał skonfrontować się z tym, co naprawdę chce powiedzieć – i to okazało się najtrudniejsze i najciekawsze zarazem. Łukasz Lotek Lodkowski, który sam przeszedł podobną drogę od kabaretu do stand-upu, jest dobrym punktem odniesienia – jego historia pokazuje, że taka ewolucja jest rzadka i wymaga świadomej decyzji, nie tylko przypadku.
Kafejka internetowa, formularz i Mulatka w Ełku
Kulisy startowania w tamtych czasach są dziś niemal nie do wyobrażenia. Jednym z pierwszych wyjazdów LIMO na festiwal był przegląd Mulatka w Ełku. Żeby się zgłosić, trzeba było wydrukować formularz – w kafejce internetowej. Szymon Jachimek wpisał nazwę festiwalu i wyszukiwarka zwróciła nieoczekiwane wyniki, co skończyło się niemałym zamieszaniem przy klawiaturze. To drobiazg, ale doskonale oddaje klimat epoki: brak stałego internetu, brak platform streamingowych, brak narzędzi do budowania widowni poza fizyczną obecnością na scenie. Każdy festiwal był dosłownie jedyną szansą na kontakt z szerszą publicznością i ewentualnie z telewizją. Giza opowiada o tym w podcaście z Lotkiem z rozbrajającą precyzją pamięci, jakby to było wczoraj.
Warunki finansowe były równie surowe. Kiedy organizator Festiwalu Dobrego Humoru w Gdańsku zadzwonił z propozycją trzech występów, Giza i Kulwikowski na ulicy ustalili stawkę na gorąco – 500 złotych za jeden wieczór. Organizator zgodził się bez negocjacji, a obaj czuli się jak milionerzy. Dopiero później okazało się, że starzy wyjadacze sceny kabaretowej kasowali za jeden wieczór tyle, ile oni za cały kontrakt. Taka była różnica między nowym pokoleniem a mainstreamem – i właśnie dlatego budowanie własnej sceny stand-upowej, z niższymi kosztami wejścia i bezpośrednim kontaktem z widownią, miało sens ekonomiczny tak samo jak artystyczny.
Projekt „Mówienie na scenie” i budowanie środowiska
Etapem, który poprzedził właściwy boom polskiego stand-upu, był projekt o wiele mówiącej nazwie Mówienie na scenie. Giza, Ruciński i Kasia Piasecka występowali razem na jednym afiszu – w smażalniach ryb, w lokalach, gdzie publiczność przychodziła na coś zupełnie innego, a komedia była tylko tłem. Anegdota o zamówieniu „numer 39” krzyczanym w trakcie puenty jest dziś symbolem tych warunków. Paradoksalnie, właśnie ta szkoła absurdalnych przestrzeni wybudowała odporność, której nie dałoby żadne studyjne nagranie. Kto nauczył się rozśmieszyć widownię przy okrzyku „zamówienie gotowe”, ten potem nie bał się żadnej sali – ani małej, ani wielkiej.
Środowisko polskiego stand-upu budowało się wtedy przez wzajemną pomoc – paliwo za zaproszenie, wspólne wyjazdy, dzielenie się kontaktami. Giza był jednym z tych, którzy rozumieli, że im więcej dobrych komików pojawi się na scenie, tym więcej widzów w ogóle zainteresuje się tą formą. To podejście różniło go od klasycznego show-biznesowego myślenia. Rafał Pacześ sam przeszedł przez podobną szkołę małych sal i przegranych wieczorów, zanim zbudował jedno z największych imperjów komediowych w Polsce. Jeśli chcesz zobaczyć, jak kształtowały się kariery najważniejszych polskich komików i od czego zacząć ich śledzenie, sprawdź ranking polskiego stand-upu na influworld.pl.
Giza przyznaje wprost w rozmowie z Lotkiem, że przez wiele lat kluczowym motorem nie były pieniądze ani sława, ale zwykła radość z robienia czegoś własnego. Konsekwencją tej pasji było to, że kiedy stand-up zaczął przynosić rozpoznawalność, Giza nie musiał zmieniać swojego podejścia – bo od początku robił to, co chciał robić, a nie to, co mu nakazywały warunki rynkowe. To właśnie jest klucz do zrozumienia, dlaczego afera z papieżem zamiast go zniszczyć, otworzyła drzwi do mainstreamu – bo Giza miał już wtedy ugruntowany głos i wiedział, co nim mówi.
Awaria prądu, wino i improwizacja w ciemności
Noc nagrań dla HBO na Stojaka miała jeszcze jeden akt, który dziś brzmi jak gotowy skecz. Po swoim pierwszym solowym materiale Giza schodzi ze sceny, chwyta kieliszek wina i jednym haustem opróżnia go ze stresu. W tym momencie w hotelu Hyatt gaśnie prąd. Awaria zasilania, pełna widownia zaproszona specjalnie na nagranie, zero pomysłu co robić. Giza – jeszcze z lekkim szumem po winie – wraca na scenę i improwizuje w ciemności, żeby utrzymać widownię. Kiedy po kilkunastu minutach prąd wraca, technicznie jest już po jego wyjściu – ale wychodzi jeszcze raz, razem z Mariuszem Kilianem, żeby dokończyć wieczór. Była to nauka, której żaden kurs aktorski nie mógłby zastąpić: że stand-up to nie tekst, to reakcja na wszystko, co się dzieje wokół ciebie.
Kariera Abelarda Gizy w stand-upie nie zaczęła się od jednego wielkiego momentu. Zaczęła się od 15 lat kabaretu, który nauczył go rzemiosła, od Kacpra Rucińskiego, który pokazał mu inny język, od domofonu podszeptanego z widowni i od kieliszka wina wypitego w złym momencie. Każdy z tych elementów był niezbędny. Artykuł powstał na podstawie odcinka 27. podcastu Dżin z komikiem – kilkugodzinnej rozmowy, w której Giza z wyjątkową szczerością opowiada o każdym etapie tej drogi.
{
„@context”: „https://schema.org”,
„@type”: „FAQPage”,
„mainEntity”: [
{
„@type”: „Question”,
„name”: „Kiedy Abelard Giza zaczął karierę komika?”,
„acceptedAnswer”: {
„@type”: „Answer”,
„text”: „Abelard Giza po raz pierwszy wystąpił na scenie 15 stycznia 1999 roku. Już miesiąc później Kabaret LIMO miał gotowy 45-minutowy program.”
}
},
{
„@type”: „Question”,
„name”: „Czym był Kabaret LIMO?”,
„acceptedAnswer”: {
„@type”: „Answer”,
„text”: „Kabaret LIMO to gdański kabaret założony przez Abelarda Gizę i Marcina Kulwikowskiego pod koniec lat 90. W skład grupy wchodzili m.in. Ewa Błachnio, Szymon Jachimek i Wojciech Tremiszewski. Kabaret działał przez ok. 15 lat.”
}
},
{
„@type”: „Question”,
„name”: „Jak Giza zaczął robić stand-up?”,
„acceptedAnswer”: {
„@type”: „Answer”,
„text”: „Inspiracją był Kacper Ruciński, który pokazał Gizie anglosaski stand-up. Debiut solowy odbył się w ramach programu HBO na Stojaka w hotelu Hyatt. W kluczowym momencie stresu Ruciński z widowni podpowiedział temat – domofony – co uratowało cały występ.”
}
},
{
„@type”: „Question”,
„name”: „Gdzie można posłuchać Gizy opowiadającego o swojej karierze?”,
„acceptedAnswer”: {
„@type”: „Answer”,
„text”: „W odcinku 27. podcastu Dżin z komikiem prowadzonego przez Łukasza Lotka Lodkowskiego. Giza opowiada tam szczegółowo o Kabarecie LIMO, debiucie stand-upowym i budowaniu polskiej sceny komediowej.”
}
}
]
}
FRIZ
Friz
Karol Friz Wiśniewski - najpopularniejszy polski influencer i twórca Ekipy. Poznaj jego projekty, sukcesy i wpływ na młode pokolenie.
GENZIE
Genzie
Genzie to fenomen polskiego YouTube. Sprawdź, jak zdobyli miliony fanów, podbili scenę muzyczną i stali się głosem generacji Z.
HI HANIA
Hi Hania
Hi Hania – influencerka z Genzie, piosenkarka, aktorka i przedsiębiorczyni, której autentyczność i talent inspirują młode pokolenie w Polsce.
OJWOJTEK
OjWojtek
Influencer Rozrywka Kim jest OjWojtek? OjWojtek to Wojtek Przeździecki,polski twórca internetowy kojarzony z krótkimi, dynamicznymi materiałami wideo i bezpośrednim kontaktem…
PATEC
Patec
Influencer Rozrywka Kim jest Patec? Patec, czyli Jakub Patecki, to polski youtuber, influencer i podróżnik, który popularność zdobył jako członek…
ŁATWOGANG
Łatwogang
Łatwogang, czyli Patryk Garkowski z Radomia, to fenomen polskiego TikToka – rekordzista świata, mistrz wyzwań, który podbił serca milionów.
Wyszukaj profile
Wyszukaj, przeglądaj, filtruj i znajdź profile, które Cię interesują!
Wyszukiwanie profili...
Nie znaleziono profili
Spróbuj zmienić kryteria wyszukiwania lub wybrać inną kategorię.

