Euro 2016 – tak blisko, a jednak za daleko

Latem 2016 roku cała Polska żyła jednym. Reprezentacja Adama Nawałki grała we Francji najlepszy turniej w swojej historii, a kraj na kilka tygodni zamienił się w jedną wielką piłkarską rodzinę. Dekadę później wciąż wracamy do tamtych emocji z mieszaniną dumy i niedosytu. Bo Euro 2016 to opowieść o drużynie, która była tak blisko wielkiego sukcesu, a jednak ostatecznie za daleko.

Tamto Euro było momentem, w którym uwierzyliśmy, że polska piłka naprawdę może coś znaczyć w Europie. Po latach rozczarowań na wielkich imprezach kadra Nawałki pokazała charakter, jakość i odwagę, których wcześniej często brakowało. A finał tej historii, choć bolesny, do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych rozdziałów w dziejach biało-czerwonych. Warto przypomnieć go w całości, ze wszystkimi wzlotami i tym jednym, gorzkim upadkiem.

Kadra Nawałki u szczytu możliwości

Na Euro 2016 Polska przyjechała jako zespół poukładany, pewny siebie i grający według jasnego pomysłu. Reprezentacja Adama Nawałki przeszła znakomite eliminacje, w których poniosła zaledwie jedną porażkę, i przyjechała do Francji w roli drużyny, z którą trzeba się liczyć. To było pokolenie u szczytu swoich możliwości, z liderami w najlepszym piłkarskim wieku.

Filarami zespołu byli Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Fabiański w bramce oraz solidna defensywa, która stała się znakiem rozpoznawczym tamtej kadry. Nawałka zbudował drużynę, która grała zespołowo, mądrze i z dyscypliną, a jednocześnie potrafiła uderzyć w odpowiednim momencie. Polska nie była faworytem turnieju, ale szybko udowodniła, że stać ją na znacznie więcej, niż ktokolwiek zakładał przed pierwszym gwizdkiem.

Grupa i pierwszy nokaut w historii

Biało-czerwoni trafili do grupy C, w której rywalizowali z Niemcami, Ukrainą i Irlandią Północną. Start był znakomity, bo Polska pokonała Irlandię Północną 1:0 po bramce Arkadiusza Milika. Następnie przyszedł bezbramkowy, ale bardzo wartościowy remis z mistrzami świata Niemcami, a całość przypieczętowało zwycięstwo nad Ukrainą 1:0 po golu Jakuba Błaszczykowskiego. Polska wyszła z grupy pewnie i z optymizmem.

W 1/8 finału czekała Szwajcaria, a mecz przeszedł do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących w dziejach kadry. Po prowadzeniu Polaków Szwajcarzy wyrównali słynnym, akrobatycznym strzałem Xherdana Shaqiriego, a o awansie zadecydowała dopiero seria rzutów karnych. Tym razem szczęście było po stronie biało-czerwonych, którzy wygrali konkurs jedenastek, a decydującego gola zdobył właśnie Błaszczykowski. Polska po raz pierwszy w historii awansowała do ćwierćfinału mistrzostw Europy.

Ćwierćfinał w Marsylii

30 czerwca 2016 roku, na Stade Velodrome w Marsylii, Polska zagrała o coś, o czym wcześniej mogła tylko marzyć: o awans do półfinału mistrzostw Europy. Naprzeciw stanęła Portugalia z Cristiano Ronaldo w składzie. Mecz zaczął się jak najpiękniejszy sen, bo już w drugiej minucie, dosłownie w setnej sekundzie gry, Robert Lewandowski dał Polsce prowadzenie jednym z najszybszych goli w historii turnieju.

Niestety, przewaga nie trwała długo. W 33. minucie wyrównał młodziutki Renato Sanches, a mecz zamienił się w wyrównany, pełen emocji bój. Mimo dogrywki wynik 1:1 nie uległ zmianie, choć okazje pojawiały się po obu stronach. Polacy grali jak równy z równym z jednym z faworytów turnieju i przez 120 minut ani razu nie dali się pokonać w regulaminowej grze. O wszystkim, podobnie jak rundę wcześniej, miały zadecydować rzuty karne.

Dramat z jedenastu metrów

Seria rzutów karnych w Marsylii to jedno z najboleśniejszych wspomnień polskich kibiców. Tym razem szczęście odwróciło się od biało-czerwonych. Po kolejnych celnych uderzeniach z obu stron jako jedyny pomylił się Jakub Błaszczykowski, którego strzał obronił Rui Patricio. Portugalia wygrała serię 5:3 i to ona awansowała do półfinału. Decydującego, celnego karnego dla rywali wykonał Ricardo Quaresma.

Gorzkiej ironii dodaje fakt, że to właśnie Błaszczykowski był jednym z bohaterów całego turnieju, a jego wcześniejszy karny przeciw Szwajcarii zapewnił Polsce historyczny awans. Po latach pojawiały się nawet głosy, że interwencja portugalskiego bramkarza była niezgodna z przepisami, bo golkiper miał ruszyć z linii przed strzałem, na co zwracał uwagę między innymi szef sędziów. Ta uwaga niczego już jednak nie zmieniła. W futbolu liczy się tylko to, co zapisał sędzia, a zapisał awans Portugalii.

Przegrali z mistrzami, nie przegrywając meczu

Jest w tej porażce pewne pocieszenie, które z czasem nabrało dużego znaczenia. Portugalia, która wyeliminowała Polskę, przeszła przez cały turniej i ostatecznie sięgnęła po mistrzostwo Europy, pokonując w finale gospodarzy, Francję. Polska odpadła więc nie z byle kim, lecz z późniejszym triumfatorem całego Euro. Co więcej, biało-czerwoni zrobili to, nie przegrywając ani jednego meczu w regulaminowym czasie gry.

To rzadka sytuacja, gdy drużyna kończy wielki turniej bez porażki w normalnym czasie, a mimo to wraca do domu. Polacy ulegli wyłącznie w loterii rzutów karnych, która potrafi być okrutna dla każdego, nawet najlepszego zespołu. Z perspektywy lat ten bilans, ćwierćfinał i porażka tylko z przyszłym mistrzem po serii jedenastek, brzmi naprawdę dumnie. To był występ, którego nie trzeba się wstydzić, wręcz przeciwnie.

Co z tego zostało

Euro 2016 zostawiło po sobie ogromny ładunek emocji i jedno wielkie pytanie: co by było, gdyby. Gdyby Błaszczykowski trafił, gdyby seria potoczyła się inaczej, być może mówilibyśmy dziś o pierwszym w historii półfinale, a kto wie, czy nie o czymś jeszcze większym. Te rozważania pozostaną na zawsze w sferze marzeń, ale właśnie one sprawiają, że tamten turniej tak mocno utkwił w pamięci.

Sam Jakub Błaszczykowski, mimo tego jednego nieszczęsnego karnego, został zapamiętany jako jeden z najlepszych polskich piłkarzy tamtego pokolenia i bohater całego turnieju. Polscy kibice nigdy nie obrócili się przeciw niemu, doceniając ogrom tego, co dał reprezentacji przez lata. Pojedyncza pomyłka nie przekreśliła wielkiej kariery, a tamto Euro pozostało symbolem drużyny, która udowodniła, że Polska potrafi grać na najwyższym poziomie.

Atmosfera, której nie da się zapomnieć

Euro 2016 to nie tylko wyniki na boisku, ale przede wszystkim atmosfera, jaka zapanowała wtedy w całym kraju. Ulice pustoszały na czas meczów, a w ich trakcie z otwartych okien niósł się wspólny krzyk radości po każdej akcji biało-czerwonych. Strefy kibica pękały w szwach, a koszulki reprezentacji nosili nawet ci, którzy na co dzień piłką się nie interesowali. Na kilka tygodni futbol połączył Polaków ponad wszystkimi podziałami.

To właśnie ta zbiorowa euforia sprawia, że tamto lato wspomina się dziś z takim sentymentem. Sukces drużyny stał się sukcesem wszystkich, a kolejne wygrane budowały poczucie, że dzieje się coś naprawdę wyjątkowego. Dla wielu młodszych kibiców Euro 2016 było pierwszym wielkim turniejem, na którym Polska liczyła się do samego końca. Takie emocje zostają w pamięci na całe życie i to one, bardziej niż sama tabela, decydują o tym, jak zapamiętujemy tamten turniej.

Defensywa, która była fundamentem

Sukces kadry Nawałki nie wziął się znikąd, a jego podstawą była znakomicie zorganizowana gra w obronie. Polska przez większość turnieju grała niezwykle solidnie z tyłu, rzadko pozwalając rywalom na czyste sytuacje. To właśnie dyscyplina defensywna pozwalała biało-czerwonym trzymać się w grze nawet z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami. Bez tej szczelności nie byłoby ani remisu z Niemcami, ani równej walki z Portugalią.

Nawałka zbudował zespół, który wiedział, jak bronić, a jednocześnie potrafił wykorzystać swoje okazje. Ta równowaga między ostrożnością a odwagą była receptą na sukces tamtej drużyny. W meczach pucharowych, gdzie cena błędu jest najwyższa, taka stabilność okazała się bezcenna. To dlatego Polska tak długo pozostawała w turnieju nieprzegrana w regulaminowym czasie, bo trudno ją było rozmontować, a sama potrafiła ukłuć rywala w odpowiednim momencie.

Lekcja z rzutów karnych

Dwa konkursy rzutów karnych w jednym turnieju, jeden wygrany, drugi przegrany, pokazały, jak cienka bywa granica między triumfem a porażką. Ze Szwajcarią wszystko ułożyło się po myśli Polaków, z Portugalią wystarczyła jedna pomyłka, by marzenia prysły. Rzuty karne to loteria, w której nawet najlepiej grająca drużyna nie ma żadnej gwarancji. Tym bardziej okrutne, że potrafią przekreślić wysiłek całego, znakomitego meczu.

Z perspektywy czasu ta lekcja ma jednak też budujący wymiar. Polska dwukrotnie stanęła przed presją jedenastek na najwyższym poziomie i raz wyszła z tego zwycięsko, co samo w sobie jest dowodem mentalnej siły. Drużyny, które boją się takich momentów, w ogóle do nich nie dochodzą. Kadra Nawałki dochodziła, walczyła i przegrała dopiero rzutem na taśmę z przyszłym mistrzem. To nie jest historia o słabości, lecz o tym, jak blisko wielkości potrafiła być tamta reprezentacja.

Tak blisko, a jednak za daleko

Dekadę później Euro 2016 wspominamy z mieszaniną dumy i żalu. Dumy, bo to był najlepszy występ polskiej kadry na mistrzostwach Europy i dowód, że nie musimy czuć się gorsi od europejskiej czołówki. Żalu, bo do historycznego półfinału zabrakło naprawdę niewiele, dosłownie jednego celnego strzału z jedenastu metrów. Tak blisko, a jednak za daleko.

Dziś, gdy polska piłka znów szuka swojej drogi, warto pamiętać o tamtym lecie jako o dowodzie, że wielkie rzeczy są w naszym zasięgu. Nadzieję na powtórzenie, a może i przebicie tamtego wyniku, dają choćby młodzi piłkarze, o których piszemy w tekście o tym, jak reprezentacja Polski U21 Brzęczka budzi nadzieję na lepsze jutro. Być może to właśnie kolejne pokolenie dokończy historię, którą kadra Nawałki zaczęła pisać w Marsylii. A tamto Euro 2016 na zawsze pozostanie przypomnieniem, że granica między wielkim sukcesem a bolesnym niedosytem potrafi być cienka jak słupek, o który odbija się piłka. Dla całego pokolenia kibiców tamten turniej stał się punktem odniesienia, miarą tego, co jest możliwe, i jednocześnie raną, która do dziś nie do końca się zagoiła. Może właśnie dlatego wracamy do niego co roku, raz po raz przeżywając te same emocje. Bo w sporcie czasem najmocniej zapadają w pamięć nie te triumfy, które się wydarzyły, lecz te, które były o włos.

Przewijanie do góry