Dominika Serowska o Królowej Przetrwania: nie mój klimat

Dominika Serowska szczerze o atmosferze w Królowej Przetrwania. Większość uczestniczek to nie mój klimat – przyznaje partnerka Marcina Hakiela. Bez owijania w bawełnę o tym, dlaczego nie pasowała do dynamiki obozu w Sri Lance.

„Większość to nie mój klimat” – Serowska bez ogródek

Dominika Serowska w wywiadzie dla podcastu Bez Maski podsumowała swoje doświadczenia z Królowej Przetrwania w sposób, który rzadko słyszy się od uczestniczek tuż po programie. Większość koleżanek z planu – jak otwarcie powiedziała – to nie był jej klimat. Partnerka Marcina Hakiela nie próbowała udawać, że dżungla zbliżyła wszystkie panie do siebie ani że obóz był przestrzenią głębokich relacji międzyludzkich. Wręcz przeciwnie – dla niej to było doświadczenie, w którym z dużą częścią uczestniczek nie znalazła wspólnego języka, i nie zamierza tego dziś ukrywać.

Serowska tłumaczy, że jej „klimat” to po prostu określony styl bycia, który wnosi do swoich relacji – spokojny, refleksyjny, zorientowany na konkretne rozmowy zamiast na efekciarstwo. W obozie znalazła kilka osób, z którymi tę dynamikę udało się jej zbudować, ale większość pań prezentowała zupełnie inny sposób funkcjonowania. Były to osoby skoncentrowane na widoczności w mediach, na walce o pozycję w grupie, na generowaniu kontrowersji – czyli wszystko, co dla Serowskiej jest dokładnie odwrotnością tego, czego szuka w towarzystwie. Stąd jej wniosek: nie było jej tam emocjonalnie wygodnie, choć z perspektywy zawodowej ceni to doświadczenie i nie żałuje udziału w programie.

Konflikt między pokoleniami i stylami

Sytuacja, w której Serowska poczuła się obco w grupie uczestniczek, nie jest w polskich reality show wyjątkiem. To raczej standard – bo programy te celowo zatrudniają osoby o radykalnie różnych biografiach, by wygenerować dramaturgiczne napięcie. Producenci nie szukają osób, które naturalnie się dogadają – wręcz przeciwnie, szukają takich, które wzajemnie się sprowokują. Serowska, jako osoba o bardziej refleksyjnym usposobieniu, w takim środowisku miała mało szans na zbudowanie pełnej harmonii z koleżankami z planu.

Podobne doświadczenia opisywała też Monika Jarosińska, która jako 48-letnia aktorka łódzkiej Szkoły Filmowej rocznika 1999 czuła się obco w towarzystwie znacznie młodszych uczestniczek programu. Monika Jarosińska do Nicole: zniknij na 6 miesięcy była nie tylko ostrą radą zawodową, ale też wyrazem fundamentalnego niezrozumienia, które aktorka odczuwała wobec generacji uczestniczek wychowanej w mediach społecznościowych. Jarosińska otwarcie nazywała młodsze koleżanki „Kardashiankami w cudzysłowie”, podkreślając, że nie traktuje ich poważnie jako artystek. Serowska nie używa tak ostrych słów, ale jej deklaracja „nie mój klimat” wynika z dokładnie tego samego źródła co ostrość Jarosińskiej – z poczucia, że jej system wartości po prostu nie jest tożsamy z systemem wartości większości koleżanek z obozu.

Inne uczestniczki, które też nie pasowały

Serowska nie była zresztą jedyną uczestniczką, dla której program okazał się klimatycznym wyzwaniem. Karolina Pajączkowska, reporterka wojenna z głębokim doświadczeniem dziennikarskim, też wielokrotnie podkreślała, że wnosiła do dżungli zupełnie inną kulturę niż większość uczestniczek. Jej spór z Małą Anią w dżungli był jednym z najmocniejszych przykładów tego zderzenia kulturowego. W każdej polskiej Królowej Przetrwania można znaleźć kilka osób, które reprezentują „inne światy” niż dominująca większość uczestniczek – i właśnie to napięcie jest paliwem dramaturgicznym całego programu.

Również Jarosińska, której doświadczenie z Nicole stało się jednym z najbardziej cytowanych momentów sezonu, otwarcie mówiła o tym, że nie czuła się w obozie u siebie. Aktorka, która do programu przyszła w cekinowym turbanie jako manifest własnej tożsamości, nigdy nie próbowała wpisać się w schematy zachowań proponowane przez młodsze uczestniczki. Robiła swoje, oceniała ostro i nie zabiegała o sympatię koleżanek. Serowska, choć styl ma zupełnie inny niż Jarosińska, ostatecznie wpisuje się w tę samą kategorię – kobiet, które do obozu przyszły z konkretną tożsamością i nie zamierzały jej w trakcie programu modyfikować. Podobnie Dominika Tajner, która koncentrowała się na własnej drodze odchudzania i refleksji nad życiem, świadomie unikała wciągania się w grupowe dramaty.

Pajączkowska, Jarosińska, Serowska – klimat, który się nie zazębia

Te trzy nazwiska – Pajączkowska, Jarosińska, Serowska – to dziś synonim „uczestniczek o innym klimacie” w sezonie Królowej Przetrwania. Każda z nich ma inny background, inny styl bycia i inne motywacje udziału w programie, ale łączy je jedno: świadomość, że nie pasują do dominującej dynamiki obozu, i akceptacja tego stanu rzeczy. To kobiety, które nie próbują udawać, że są kimś, kim nie są – co paradoksalnie czyni je jednymi z najciekawszych postaci programu. Widzowie polskich reality show coraz częściej cenią autentyczność ponad zabawę, a te trzy uczestniczki dostarczają tej autentyczności w obfitości, każda na swój sposób. Niska Anna, czyli Anna Sowińska, choć reprezentuje zupełnie inny styl, też przyznaje w wywiadach, że dżungla pokazała, kto jest kim – i kto z kim faktycznie potrafi się dogadać.

Z drugiej strony patrząc, w obozie były też uczestniczki, które celowo wybierały dynamikę „klimatyczną”, którą Serowska określa jako sobie obcą. Sofi Sivokha, partnerka Wojtka Goli z Ekipy Friza, otwarcie deklarowała, że nie zamierza się każdemu podobać i że jej polaryzująca osobowość jest częścią jej kapitału medialnego. Dominika Rybak, z całym arsenałem swoich wulgaryzmów, świadomie wnosiła do obozu energię, której Serowska nie chciała absorbować. Te dwie generacje uczestniczek – z jednej strony refleksyjne weteranki, z drugiej młode polaryzujące osobowości – okazały się trudne do pogodzenia. To nie był brak dobrej woli ze strony żadnej z nich, lecz fundamentalna niezgodność stylów funkcjonowania w mediach.

Co dalej? Serowska o lekcji wyniesionej z dżungli

Mimo niewielkiego komfortu emocjonalnego w obozie, Serowska ze swojego udziału w programie wynosi konkretne lekcje. Po pierwsze – świadomość, że potrafi funkcjonować w warunkach skrajnych fizycznie, czego wcześniej nigdy nie testowała. Po drugie – umiejętność stawiania granic w grupie, w której dynamika nie sprzyja jej naturalnemu sposobowi bycia. Po trzecie – przekonanie, że nie musi być lubiana przez wszystkich, by czuć się dobrze ze sobą samą. Te trzy lekcje są dla niej cenniejsze niż wszystkie konkretne wydarzenia z obozu, w tym zarzuty Sowińskiej o „hipokryzję w dżungli”, które padały pod jej adresem w trakcie programu.

Serowska podkreśla też, że Bieda Kamp paradoksalnie dał jej coś, czego nie spodziewała się otrzymać – perspektywę na własne życie. Po powrocie z Sri Lanki inaczej patrzy na codzienne problemy, na medialne porównania z byłą żoną Hakiela, na pretensje, jakie polskie tabloidy regularnie do niej kierują. To wszystko wydaje się jej dziś mniejsze, niż wydawało się przed wyjazdem. Czy wzięłaby ponownie udział w podobnym programie? Serowska nie odpowiada jednoznacznie – mówi, że to byłaby decyzja zależna od konkretnych warunków oferty, a nie od ogólnej deklaracji. To pragmatyzm typowy dla kobiety, która już raz przeszła przez doświadczenie tego rodzaju i wie, ile ono kosztuje psychicznie. Polska publika prawdopodobnie zobaczy ją w kolejnych projektach medialnych – ale niekoniecznie w formacie reality show.

Przewijanie do góry